Blog > Komentarze do wpisu
uwaga, coś mi się podobało

 

Tych, którzy próbują zdewaluować moje jadowite połajanki twierdząc, że łajam wszystko techniką "jak popadnie", chciałam jeszcze bardziej przekonać, że w niczym nie miałam racji, skrytykowane przeze mnie przedstawienia są tak naprawdę b.głębokie i re-we-la-cyj-ne,  a także ostatecznie się wystawić i zdemaskować  swój jarmarczny gust: w piątek byłam na "Lalce" Teatru Muzycznego w Gdyni i podobało mi się bardzo.

Oczywiście jest to po prostu bardzo dobry pop i jeśli twórcy ryzykowali, to na pewno nie szokującymi treściami od lat 45 - bo o tym przedstawieniu "Wieczór subwersywny" z pewnością nie napisze. Co jest odważne, to ewentualnie jego rozmach- "Lalka" to ponad trzy godziny cyrkowych niemal wyczynów ogromnego i niezwykle sprawnego zespołu, monumentalna, rozpędzona, wysokobudżetowa maszyneria aktorska, scenograficzna i muzyczna.  I bardzo się cieszę, że została zaprzężona ona do rozczytania "Lalki"; nie będzie to szczególnie odkrywcze, gdy napiszę, że pod bidnym, złachanym płaszczykiem lektury obowiązkowej dla liceów i techników (Stanisław Wokulski- charakterystyka postaci), kryje się tam kawał wspaniałej światowej klasy literatury; bardzo się cieszę, widząc ją we współczesnej oprawie.

Jednocześnie - dzięki Bogu - jest to oprawa ciągle raczej rogowa i ebonitowa niż PCV : nie przeniesiono akcji w kosmos, a Wokulski nie wraca z wojny w Afganistanie, by założyć na Krakowskim Przedmieściu sklep z pokrowcami na Iphony. Stosunkowo nowe mechanizmy teatralne zostały bardzo nienachalnie i ze smakiem zaprzężone do oddawania poszumu starej płyty; ładne wideoprojekcje, muzyka, czasem intensywna i drapieżna, ale taka, że widz po 65 roku życia też nie ucieknie. Podstylizowanie wszystkiego na Tima Burtona: przerysowane makijaże, mimika, gestykulacja, nogi aktorów rozjeżdżające się jak w kreskówce i inne sztuczki dały musicalowi baśniowy oddech i wymanewrowały go ze ślepej uliczki ponurego spektaklu realistyczno-historycznego.

No właśnie: przedstawienie Wojciecha Kościelniaka wydało mi się krzepiąco demokratyczne. Można na nie pójść z matką, kochanką, profesorem, doktorem i absolwentem nauczania początkowego; ogląda się je z nieskomplikowaną, dziecięcą, szczerą przyjemnością, jest na tyle wielopłaszczyznowe i atrakcyjne, że nikt nie wyjdzie głodny, nikt nie wyjdzie ograbiony, a rozliczne odwołania do Hegla, Hokelbeta i Heinego-Medina nie podzielą publiczności na 1 procent widzów rozumiejących je i 99 procent nie rozumiejących ani ich, ani niewiele poza tym. Oczywiście to teatr typu użytkowego, nie poszukującego, nie ma co porównywać, ale ta łatwość w oglądaniu, przyjemność oglądania go wydała mi się nagle wielką wartością. Jak włączenie sobie Justina Timberlake'a po spędzeniu 2 tygodni na koncercie Atari Teenage Riots lub innych przejawach piłowania piłą innej piły.

 

środa, 20 kwietnia 2011, dorota_maslowska

Polecane wpisy

  • Szelmostwa Łukasza Gajdzisa.

    Będziecie myśleli że żartuję. Ale tytułowy Lis Witalis ukazany został jako nikt inny, ale Michael Jackson, a raczej włoski zboczeniaszek przebrany jakby za Mich

  • Cierpienia mdłego Kaspara.

    Podejrzewam, że na temat tego spektaklu napisano już bardzo dużo w periodykach "Postmodernistyczny postkolonializmwczoraj i dziś", "Wieczór subwersywny", i wiel

  • Moja osoba lubi to.

    "Niech żyje wojna" to spektakl nonszalancki, ewidentnie niezrobiony w Warszawie i ewidentnie mówiący teatralnejstolicy, zupełnie jak Marusia w finałowym monolog

  • Masłowska, to jest TEATR

    We wczorajszy wieczór Tv Kultura zainaugurowała Telewizyjny Festiwal Teatrów Polski. Wiedziałam wcześniej, czekałam, czekałam. Pomysł jak z moich marzeń, by być

  • Umwuka reż J.Naturski

    O spektaklu "Umwuka" napisano wiele. To przedstawienie opowiada o śmierci jak i książka na podstawie, której powstało tj. "Dzisiaj narysujemy śmi

Komentarze
2011/04/21 16:39:34
Fajna recenzja, zwyczajna, jak to facet do facetów.
-
2011/05/06 11:34:36
A jak to właściwie jest - tyle obejrzeć w tak krótkim czasie sztuk? czy warto? A jeśli te obrazy staną się częścią koszmarnych snów? Przecież to bardzo niebezbieczne - idzie się w ciemno w ciemność i nie można jedynie wzruszyć ramionami albo zamknąć oczu. Trzeba wykrzesać z siebie uważność - brrr. A jeśli zamiast doświadczenia czegokolwek znowu doświadcza się pustki i ble? czy warto nadwyreżąć swoją wrażliwość?

Co innego krytycy - oni wydają się pozbawieni uczuć :) Wypróbowują i ujeżdżają różne konie z miną znawców, ale się tymi zwierzętami za bardzo nie przejmują (oprócz takiego jednego Pana z Tygodnika prawie Powszechnego).

Dla mnie to trochę jak wchodzenie w relacje seksualne dość lekkomyślnie. Skoro zostają obrazy "ble" zamiast "oczyszczenia z ble i fu".
-
2011/07/03 19:27:07
Uwielbiam twoj styl myslenia, twoj myslotok maslowy. Moge cie jesc chochlami, pomimo ze nie przeczytalem ani jednej napisanej przez ciebie ksiazki. I w zasadzie nie powinienem tego pisac, bo fakt ze gdzies tam w odchlani internetu, istnieje jakis napalony intelektulanie slowofil, moze wywrzec na tobie impotencje tworcza.
-
2011/11/20 10:49:52
Witam, zamierzam napisać pracę licencjacką na temat Pani książki jednakże mam problem i mam cichą nadzieję, że może Pani mi pomoże. Poszukuję książek na temat Pani Twórczości (chodzi głównie o Wojne...) a wiadomo, że najlepiej jest zapytać "u źródła". Chodzi o takie pozycje jak przykładowo Zofia Mitosek Poznanie (w) Powieści. Czy mogę liczyć na pomoc?
-
2012/10/03 12:09:26
Z ta chochla, to postaram sie nie zachlapac przy jedzeniu. d :-]--|o<